sobota, 23 maja 2015

Rozdział 2 - New home

-Boisz się?-bardziej brzmi to jak stwierdzenie niż pytanie,Kol.
-Trochę-ta. Oszukuję sama siebie.-Po prostu zaprowadź mnie do rezydencji.-zrobił o co prosiłam.Podczas drogi zauważyłam skrzypaczkę.  Palce brunetki układały się tak, jakby robiła to od zawsze. Dziewczyna przesuwała smyczkiem po strunach. Znałam to uczucie. Miłość do muzyki.  Przyglądałam się wciąż płynnym ruchom dziewczyny.
-Wróć do realnego świata.-nachylił się za mną Kol
-Zostanę.-melodia brzmiała wspaniale
-Sądzę, że Elijah czeka na ciebie.-wziął mnie pod ramię i prowadził dalej.
Na miejscu ukazał się piękny, drewniany dom.  Nie obejdzie się bez kary, jeśli powiem do niego coś sarkastycznego.
-Gdzie byłaś tak długo?-po schodach schodził Elijah. Koszula nagannie wystawała mu ze spodni. Zajął się czymś gdy byłam nieobecna. Interesujące. Zaryzykowałam.
-Kontrola rodzicielska, nie dzięki.-trochę się zdenerwował
-Czwarta sypialnia z lewej to twój pokój.- uspokoił się. Kontrolował emocje , zupełnie inaczej ode mnie. Usłyszałam wiertarkę. To zapewne Kol.
-Zwariowałeś.-patrzyłem na chłopaka
 -Potrzebujesz miejsca na lekcje,a stare biurka Klausa się do tego nie nadaje.-trzymał gwóźdź w zębach. Pokaleczy się.
-Jedyne czego potrzebuje to gitara.-położyłam walizkę obok
-Na chwilę obecną masz skrzypce-wyjęłam instrument-Błagam, nie graj teraz.
-A będzie ci to przeszkadzać?-położyłam je na stoliku nocnym
-Lepiej się rozpakuj. Jutro szkoła.-rzucił na mnie okiem,odłożył wiertarkę i wstał-Dobranoc-powiedział cicho. Opuścił pokój.a ja zostałam sama. Myślałam o szkole. Nowe miejsce. Byłam zmęczona. Zdecydowanie.
-Głodna?-jedzenie? -Jeśli masz coś to daj.-Elijah postawił mi przed nosem kanapki-Dzięki-telefon. Mężczyzna kiwnął głową, abym odebrała. Podniosłam komórkę i spojrzałam na wyświetlacz. Tata.
-Dobry wieczór.
 -Dobry wieczór.-boże,Clar,padniesz zaraz ze zmęczenia.-Która godzina?
-Około dziewiętnastej -trochę późno. Zmień temat.
 -Wpadniecie?-Nowy Orlean, piękne miejsce. Przydaliby mi się jeszcze rodzice.
-Jesteśmy z Eleną ostatnio zajęci.-fajna wymówka, serio. Dziękuję.
-Zdrzemnij się.-włączył się tryb troskliwego Elijah'y. Super.-Proszę-położył mi rękę na ramieniu
 -Dobrze-moja największa słabość. Proszenie mnie o cokolwiek.-Do usłyszenia.-rozłączyłam się. Mikaelson wyszedł z mojego pokoju. Korzystając z wolnego czasu wypakowałam ubrania. Niedługo później przebrałam się w piżamę. 

Dopiero teraz potrafię dostrzec piękno tego domu oraz mego pokoju. Brązowa szafa błyszczała od padającego na nią słońca. W lustrze obok odbijała się moja sylwetka w bokserce i legginsach. Biurko,a na nim tablica korkowa z czerwonymi pinezkami. Naprzeciw ,kremowe łóżko. Wspaniałe miejsce.  Coś mnie jednak skusiło, aby zajrzeć do szuflad i kufra. Podeszłam do biurka, po czym złapałam za uchwyt. Pociągnęłam. Sterta książek oraz pastelowych zeszytów w najróżniejszych rozmiarach. Nowe, nieużywane. Jeśli mam podręczniki, to muszę mieć też przybory szkolne. Zajrzałam do szafy. Plecak. Śliczny plecak vintage. Wie co lubię. Niestety nie mogę podziękować żadnemu, bo nie wiem, czy Elijah czy Kol sprawił mi ten prezent. Po obejrzeniu torby położyłam się. Wygodnie. Nie zauważyłam kiedy zasnęłam.

1 komentarz: