piątek, 19 czerwca 2015

Rozdział 5- Lampions 2/2

-Będę się uczyć gry na...-Dylan zdjął mi kurtkę-keyboardzie dokończyłam przeciągając wszystkie samogłoski
-Oczywiście.-spojrzał na mnie.Zdjęłam trampki i zostawiłam je przy schodach.Brunet poprawił włosy oraz okulary-Przyniosę sobie coś do picia,a ty idź na górę.Czwarte pomieszczenie z lewej.-poszłam do kuchni i nalałam wody.Chwyciłam szklankę. Weszłam do swojego pokoju, Instrument stał rozłożony,a chłopak przeglądał moje rzeczy
-Czegoś szukasz?-stanęłam w progu
-Niczego szczególnego.Chodź.-podszedł do keyboardu.Zrobiłam to co on odstawiając szklankę.-Ułóż palce w ten sposób.-zademonstrował.Położyłam dłoń na niektórych klawiszach-Źle.-złapał moje ręce-Tak.-poprawił je.Do pokoju wparował Kol.Spojrzał na Dylana trzymającego kończynę na moich palcach.
-Odrób lekcje.-zazdrosny,ciekawe.
-Oczywiście.-zgodziłam się
-Uczcie się dalej.-trzasnął drzwiami
-Niezręczne.-brunet podrapał się po karku.Moją twarz oblał rumieniec.-Może czegoś nie rozumiesz?
-Właściwie to tak.Nie umiem tematu z matematyki.-podeszłam do plecaka i wyjęłam książkę.Usiadłam na fotelu.Chłopak usadowił się obok.
*Dylan*
Zasnęła.
-Młody...-wszedł pierwotny
-Jeśli mogę to zostanę.-wziąłem Clar na ręce-Muszę poćwiczyć zaklęcie blokujące.-odgarnąłem kołdrę i ułożyłem ją wygodnie
-Czarownik,ciekawe.-przykryłem brunetkę-Byłem dawno temu taki jak ty.
-To znaczy?-poprawiłem okulary
-Zapatrzony w nowo poznanej dziewczynie-opadłem obok Claire- Nazywa się Davina.-uśmiechnął się
-Wciąż żyje?-spojrzałem na Kola
-Tak.Chętnie bym się z nią spotkał.-spuścił głowę
-Więc dlaczego tego nie zrobisz?-wyobraziłem sobie tą dziewczynę-Zrób to dla Clar. Chcę twojego szczęścia.Uwierz mi.-kocha go jak brata.To widać.-Davina Claire.Mieszka w centrum.-wyszło mi z ust
-Dokładnie.-spojrzał na mnie dziwnie.-Poczekam do jutra-wyszedł.Usiadłem na krześle.Szybko zasnąłem
*Claire*
Szósta.Czemu do jasnej cholery ja się tak wcześnie budzę? Dylan.Był tu całą noc.
-Nie śpię,spokojnie.-otworzył oczy
-Lucy nas zabije.-wstałam gwałtownie 
-Za co?-również się podniósł
-Mieliśmy puszczać lampiony.-wzięłam się za głowę.Długo nie będę żywa.

poniedziałek, 25 maja 2015

Rozdział 5-Sleep 1/2

-Ależ to oczywiste,że to ja dostanę solówkę-taką dziewczynę rozpoznałabym wszędzie.Klasowa pięknisia
-Macie do wyboru wiele piosenek-mężczyzna rzucił jej mordercze spojrzenie-Idziemy od końca.Luke Wine.-blondyn wszedł do pokoju
Po połowie godziny usłyszałam swoje nazwisko-Claire Salvatore-wstałam i ruszyłam do studia
Chwyciłam za gitarę i bez namysłu zaczęłam grać mój ulubiony utwór.Starałam się wypaść dobrze,bo wiedziałam ,że po drugiej stronie mnie słychać.Skończyłam
-Dziękujemy-powiedział dyrektor.Po wielu nazwiskach przyszła kolej Dylana.Ja oraz Lucy słuchaliśmy go w milczeniu.Czysty śouew,wspaniała gra na keyboardzie.Moim zdaniem powinien mieć tę solówkę
-Lucy Fox-rudowłosa ruszyła w stronę pokoju.Zaśpiewała gorzej od nas.
-Jesteś zdolna-usłyszałam znajomy głos.Brunet stał przy ścianie za mną,poierał się o nią.
-Ty też-podeszłam do niego i usiadłam na podłodze.Zrobił to co ja.
-Ale ty masz idealny głos a ja nie.-spojrzał na mnie
-Grasz na czymś oprócz keyboardu?-kolejna cecha Clar.Ciekawość.
-Gitara,bębny,wiolonczela-ostatnie słowo zupełnie nie pasuje do pozostałych-A ty?
-Skrzypce-oznajmiłam-Nauczyłbyś mnie grać na keyboardzie?-uśmiechnęłam się
-Kiedy?-uniósł brwi.Muszę się spytać Kola lub Elijah’y.Olać to.
-Chciałbyś przyjść do mnie dzisiaj?-wątpie czy będą zadowoleni z pobytu człowieka w moim domu
-A nikt z twojej rodziny nie ma nic przeciwko?-przekręcił głowę
-Myślę,że nie.-dobrze kłamię.Naprawte nieźle.
-W takim układzie,pójdę z tobą-podniósł się.Po kilku minutach zadzwonił dzwonek.Koniec lekcji.Po przebraniu się ruszyłam do wyjścia.Dylan czekał na zewnątrz
-Możemy iść?-nagle na podjazd wjechał Kol.Wysiadł
-Właź.-zbadał wzrokiem bruneta
-To twój chłopak?-Dylan szepnął mi na ucho
-Kol jest czymś w rodzaju starszego brata-powiedziałam
-Prędzej wujka-podszedł do mnie-Mam rozumieć,że gdzieś się wybierasz?-uniósł brwi
-Właściwie to Dylan miał  mnie nauczyć grać na keyboardzie.-uśmiechnęłam się
-Dobra-dał chłopakowi kluczyki-Mam nadzieję,że nie skasujecie mi samochodu-odszedł
-Masz fajnego wujka-obracał kluczyki w dłoni-Jest wampirem,prawda?-przytaknęłam.Wsiedliśmy do auta- Nakierujesz mnie?-odpalił silnik
-Jasne.-zapięłam pas-Pierwsze prawo,a potem w lewo.Dalej prosto.-po tym jak dojechaliśmy przywitał mnie Elijah

-Dobry wieczór-ten jego garnitur.Ugh.

niedziela, 24 maja 2015

Rozdział 4- Hi,friend!

Obiad.
Udałam się na stołówkę. Oświetlona sala z wieloma oknami. Po lewej coś w rodzaju baru „bierz co chcesz”.
-Clar! Usiądź z nami-to Lucy. W sumie jest w porządku
-Za chwilę!- odkrzyknęłam, wzięłam tacę i nałożyłam sobie ryżu z sosem oraz kurczakiem, trochę truskawek na deser i wzięłam sok. Ruszyłam w stronę nowej koleżanki. Nie siedzi sama. Usiadłam obok Lucy – Hej –  spojrzałam na bruneta siedzącego obok i dziewczynę z naprzeciwka
-Więc jesteś nowa.-odezwał się chłopak
-Tak-przyznałam mu rację
-To jest Dylan Martin. Nasz klasowy przymulacz.- rzuciła nieoczekiwanie Lucy – A oto jego zupełne przeciwieństwo.-wskazała na mnie
-Nie jest ode mnie zupełnie inna.-Dylan rzucił w nią płatkiem
-Nie?- uniosła brwi-Udowodnij na tańcach.- eee..fajnie… nie umiem tańczyć. Będzie miał podeptane stopy
-Dobrze-zgodził się i popatrzył na mnie spod okularów brązowymi oczami-Oprowadzić cię po szkole?- dziewczyna wraz z Lucy wymieniły się spojrzeniami. Wzruszyłam ramionami.
-Jasne.-powiedziałam po chwili. Chłopak podniósł się. Również wstałam zostawiając obiad.
-Jak się nazywasz?- rzekł, gdy wyszliśmy
-Claire Salvatore-uśmiechnęłam się-Mówią na mnie Clar.- spojrzałam na chłopaka
-Ile masz lat?- wypytywał się o każdy szczegół
-Czy oprowadzenie mnie po szkole było tylko pretekstem?- zatrzymał się
-Szczerze mówiąc, to tak.- poprawił okulary- Daj mi rękę- wyciągnął dłoń
-Słucham?- to chyba jakiś żart. Złapał moje ramię
-Tak myślałem.- puścił
-Nie rozumiem- uniosłam brwi
-Czarownica.-oznajmił
-Właściwie, nie do końca- zgadnie.
-Wampir?-…- Obejrzałem wszystkie twoje wspomnienia. Już mnie nie oszukasz.
-Skończyliście?- Lucy krzyknęła w naszą stronę
-Oczywiście.-chłopak spojrzał na mnie. Poszliśmy do niej.
-Wybierasz się na puszczanie lampionów?- zrobiła oczy kota ze Shreka
-Dobrze-mój wzrok spoczął na chłopaku. Od razu spuściłam głowę.
-Wieczorem Dylan przyjedzie po ciebie skuterem,prawda?- zdjął okulary
-Jasne.-założył je z powrotem i przeczesał palcami włosy-Chodźcie już na zajęcia.-dzwonek zadzwonił zaraz po tym jak to powiedział. Tajemniczy facet.
Klasa taneczna była zupełnie inna od przedmiotowych .Dużo przestrzeni, a w rogu tylko magnetofon.
Lucy zaprowadziła mnie do szatni, gdzie przebraliśmy się w odpowiednie stroje-w moim przypadku koszula i legginsy. Związałam włosy i ruszyliśmy do Sali. Weszłyśmy ostatnie.
-Widzę nową uczennicę!- krzyknął uradowany nauczyciel- Ty musisz być Claire.- uśmiechnął się promiennie.
-Tak.-oznajmiłam szczerząc się
-Martin!-tym razem wrzask wydawał się ostrzejszy –Jesteś z nią w parze- Dylan podniósł się z krzesła,którego nawet nie zauważyłam.Podszedł do mnie.- Dzisiaj- uniósł głos- nauczę was układu na występ.-?-

-Będziemy rozdawać wam solowe piosenki oraz grupowe- wciął się dyrektor-Przesłuchania zaczynają się teraz.- nauczyciel tańca wywrócił oczami

sobota, 23 maja 2015

Rozdział 3-Bad Dream,sweetheart?

Biegłam przez las.Przed moimi oczami pojawiła się kobieta.Cała jej szyja była pokryta krwią.Poczułam jak kły wysuwają mi się z dziąseł.Zanim zdążyłam cokolwiek zrobić,dziewczyna padła martwa.
Z krzykiem otworzyłam oczy

-Zły sen?-Kol kucnął przy mnie.
-Tak.-jestem cała zalana łzami.Boże.
-Okey?-przytaknęłam.Rozłożył ręce.Wtuliłam się w pierwotnego.-Idź już spać.-puściłam go.Wyszedł z pokoju.Nie mogę teraz zasnąć.Zostały tylko trzy godziny. Podniosłam się i udałam do kuchni.W oczy rzucała mi się tylko butelka soku pomarańczowego oraz mleka.Którą wybrać…Nektar ma dużo kalorii,ale jest zdrowszy od mleka.Pieprzyć to. Wzięłam obie i usiadłam na kanapie.Muzyka kolejny raz rozbrzmiewała na zewnątrz.Widocznie ludzie w tym rejonie nie śpią zbyt długo.Włączyłam telewizor.Nic nie ma w tym pudle. Kompletnie.
Przełączałam programy,ale wciąż nie znalazłam tego,czego szukałam.Tak minęło półtorej godziny mojego życia.
-Cierpisz na bezsenność-Kol zszedł po schodach.Wszędzie za mną łazi.
-Uznałam,że kanapa potrzebuje mojego towarzystwa-uznałam,że żart się udał widząc uśmiech na jego twarzy.Miał na sobie dresy i podkoszulkę
-Przebiorę się,a ty spakuj książki,zeszyty i tym podobne.Odwiozę cię do szkoły-powiedział.Ruszyłam do swojego pokoju,spakowałam zeszyty.Ze względu na to,że miałam na sobie piżamę,postanowiłam się przebrać. Nałożyłam bluzkę oraz jeansową bluzę,wsunęłam rurki wraz z czapką.Chwyciłam torbę,szalik i buty.Zeszłam na dół.
-Gdzie kluczyki?-krzyknęłam na cały dom
-Żartujesz sobie?Jeszcze mi samochód rozwalisz i co wtedy?-oh,super.
-Po prostu mi je daj.-przecież jestem czarownicą.Mogę użyć to przeciwko jemu.
-Po moim trupie-przyciągnęłam je za pomocą magii.Chłopak pojawił się przede mną z szybkością wampira,przybliżył swoją twarz do mojej.-Grzecznie mi to oddaj-nie ze mną takie gierki.Nie jestem naiwna.
-Nie-odsunęłam się. Podrzuciłąm klucze i złapałam je
-Przestaniecie się bawić?-pojawił się Elijah-Oddaj mi kluczyki,proszę-czy on zna moje największe słabości?
Oddałam mu je.On zaś podał Kolowi-Zawieź ją-polecił bratu.No to jedziemy.
-Zechciałaby pani…?-wskazał na drzwi.Wyszłam.W garażu czekał śliczny samochód.Jak wszystko,stary.-Wsiadaj.-rozkazał ostro.Jak chciał tak zrobiłam.Postawiłam plecak na kolanach i zapięłam pasy.Odpalił silnik,po czym ruszył/Dość szubko byliśmy na miejscu.Piękna uczelnia.Opuściłam samochód-Miłej nauki-zamknął drzwi i odjechał.Wkroczyłam do szkoły.Postanowiłam najpierw udać się do dyrektora.Zapukałam do gabinetu
-Panna Salvatore.Witam.-po nazwisku to po pysku
-Dzień dobry.-przystałam na progu-Przyszłam po plan zajęć
-Leży na biurku-bez obaw weszłam i chwyciłam papier.Dyrektor patrzył się na mnie cały czas.Pierwszy angielski
Myślałam,że w szkole typowej dla muzyków nie będzie normalnych lekcji.O dwunastej przerwa na lunch.Po zapoznaniu się z planem udałam się pod klasę.Od razu jak dotarłam rozległ się dzwonek.Weszłam do środka.Uczniowie usiedli w ławkach.
-Nowa uczennica,świetnie.-nauczycielka od języka angielskiego uśmiechnęła się-Usiądź z Lucy-wskazała na rudowłosą dziewczynę.Opadłam na krześle obok niej
-Cześć.-przywitała się
-Hej-wyjęłam zeszyt
Pierwsza lekcja była dość łątwa,choć trwała godzinę.Kolejne zajęcia mijały monotonnie aż do lunchu.

Rozdział 2 - New home

-Boisz się?-bardziej brzmi to jak stwierdzenie niż pytanie,Kol.
-Trochę-ta. Oszukuję sama siebie.-Po prostu zaprowadź mnie do rezydencji.-zrobił o co prosiłam.Podczas drogi zauważyłam skrzypaczkę.  Palce brunetki układały się tak, jakby robiła to od zawsze. Dziewczyna przesuwała smyczkiem po strunach. Znałam to uczucie. Miłość do muzyki.  Przyglądałam się wciąż płynnym ruchom dziewczyny.
-Wróć do realnego świata.-nachylił się za mną Kol
-Zostanę.-melodia brzmiała wspaniale
-Sądzę, że Elijah czeka na ciebie.-wziął mnie pod ramię i prowadził dalej.
Na miejscu ukazał się piękny, drewniany dom.  Nie obejdzie się bez kary, jeśli powiem do niego coś sarkastycznego.
-Gdzie byłaś tak długo?-po schodach schodził Elijah. Koszula nagannie wystawała mu ze spodni. Zajął się czymś gdy byłam nieobecna. Interesujące. Zaryzykowałam.
-Kontrola rodzicielska, nie dzięki.-trochę się zdenerwował
-Czwarta sypialnia z lewej to twój pokój.- uspokoił się. Kontrolował emocje , zupełnie inaczej ode mnie. Usłyszałam wiertarkę. To zapewne Kol.
-Zwariowałeś.-patrzyłem na chłopaka
 -Potrzebujesz miejsca na lekcje,a stare biurka Klausa się do tego nie nadaje.-trzymał gwóźdź w zębach. Pokaleczy się.
-Jedyne czego potrzebuje to gitara.-położyłam walizkę obok
-Na chwilę obecną masz skrzypce-wyjęłam instrument-Błagam, nie graj teraz.
-A będzie ci to przeszkadzać?-położyłam je na stoliku nocnym
-Lepiej się rozpakuj. Jutro szkoła.-rzucił na mnie okiem,odłożył wiertarkę i wstał-Dobranoc-powiedział cicho. Opuścił pokój.a ja zostałam sama. Myślałam o szkole. Nowe miejsce. Byłam zmęczona. Zdecydowanie.
-Głodna?-jedzenie? -Jeśli masz coś to daj.-Elijah postawił mi przed nosem kanapki-Dzięki-telefon. Mężczyzna kiwnął głową, abym odebrała. Podniosłam komórkę i spojrzałam na wyświetlacz. Tata.
-Dobry wieczór.
 -Dobry wieczór.-boże,Clar,padniesz zaraz ze zmęczenia.-Która godzina?
-Około dziewiętnastej -trochę późno. Zmień temat.
 -Wpadniecie?-Nowy Orlean, piękne miejsce. Przydaliby mi się jeszcze rodzice.
-Jesteśmy z Eleną ostatnio zajęci.-fajna wymówka, serio. Dziękuję.
-Zdrzemnij się.-włączył się tryb troskliwego Elijah'y. Super.-Proszę-położył mi rękę na ramieniu
 -Dobrze-moja największa słabość. Proszenie mnie o cokolwiek.-Do usłyszenia.-rozłączyłam się. Mikaelson wyszedł z mojego pokoju. Korzystając z wolnego czasu wypakowałam ubrania. Niedługo później przebrałam się w piżamę. 

Dopiero teraz potrafię dostrzec piękno tego domu oraz mego pokoju. Brązowa szafa błyszczała od padającego na nią słońca. W lustrze obok odbijała się moja sylwetka w bokserce i legginsach. Biurko,a na nim tablica korkowa z czerwonymi pinezkami. Naprzeciw ,kremowe łóżko. Wspaniałe miejsce.  Coś mnie jednak skusiło, aby zajrzeć do szuflad i kufra. Podeszłam do biurka, po czym złapałam za uchwyt. Pociągnęłam. Sterta książek oraz pastelowych zeszytów w najróżniejszych rozmiarach. Nowe, nieużywane. Jeśli mam podręczniki, to muszę mieć też przybory szkolne. Zajrzałam do szafy. Plecak. Śliczny plecak vintage. Wie co lubię. Niestety nie mogę podziękować żadnemu, bo nie wiem, czy Elijah czy Kol sprawił mi ten prezent. Po obejrzeniu torby położyłam się. Wygodnie. Nie zauważyłam kiedy zasnęłam.

Rozdział 1-Welcome in New Orleans

Chciałam, aby moje życie nabrało tempa. Do momentu gdy dostałam stypendium, nie myślałam, że to będzie realne. Wysiadłam z samolotu i właśnie odjechałam z lotniska.
-Hej-odezwał się Elijah, mój opiekun w czasie pobytu w Nowym Orleanie-nie śpij, Claire.-jakbym spała, miałabym zamknięte oczy. Ta moja"inteligencja".
-Nie śpię-odpowiedziałam i założyłam ręce na piersi - Jeszcze.-zapomniałam powiedzieć, że mam dość uciążliwy charakter-Jak tak dalej pójdzie to zanudzę się na śmierć.-leje jak z cebra. Znakomicie. Pada nawet w najpiękniejszym mieście.
Gdy dojechaliśmy na ulicach przepełnionymi ludźmi rozbrzmiewała muzyka. Wysiadłam.
-Fajnie,co?-obok mnie pojawił się jakiś mężczyzna. Zejdę tu na zawał.
-Nie teraz,bracie.-ten akcent i oczy. Mogłam się domyślić.
-Daj spokój.-uśmiechnęłam się
 -Kol Mikaelson.-podał mi rękę
-Nie mógłbyś sobie odpuścić?- Elijah włożył dłoń do kieszeni-Poznasz ją w domu-odciągnął mnie. Nawet z chłopakami nie wolno mi rozmawiać. Nie zapomnijmy też, że mam prywatną nianię.
 -Puść mnie -próbowałam się chociaż wyrwać
-Idziemy.-agresja. Niedobrze.
-Przestaniesz mnie traktować jak powietrze?-krzyknęłam i zabrałam rękę.
Szybko pojawiłam się w kawiarni. Usiadłam przy najbliższym stoliku. Opustoszała knajpka.
-Witaj, ślicznotko.-brat Elijah'y
-Dobry wieczór,panie Mikaelson-myślę, że pójście do domu byłoby dobrym pomysłem.-Gdzie znajduje się wasza rezydencja?-powiedziałam cicho. Udawał, że nie usłyszał. Podniosłam się i ruszyłam przed siebie.
Był wieczór. Wszędzie tylko ciemność.Brak ludzi,ani zwierząt trochę mnie  niepokoił. Słońca również nie widać. Ciągle pada. Uwielbiam taką pogodę, wolę unikać słońca i otaczających mnie osób. Mogę się rozluźnić i uspokoić. Rozmyślając spacerowałam, chyba czekałam na jakieś objawienie lub cud. Nadal nie wierzę w piękno tego miejsca. Jestem w Nowym Orleanie. Nieźle.

Chciałabym tu zostać na zawsze. To moje miejsce. Nie Mystic Falls,ani inne,ale to,w którym obecnie przebywam. Miasto rozrywki i muzyki, ciszy i hałasu. Poczułam na szyi dość zimy oddech. Odwróciłam się, nikt. Czułam to. Ktoś za mną szedł. Powtarzałam sobie, że z tyłu jest tylko pustka. Nic więcej. Niestety wciąż chłodny oddech ciążył i na karku. Domyśliłam się kto to.
****************
Tak,wiem.Króciutko na sam początek :)

piątek, 22 maja 2015

PROLOG

Miejsce gdzie nikt Cię nie szuka.Nikt nie pyta kim jesteś.Możesz zacząć od początku jako nowy człowiek.Bez zmartwień,sumienia,ani osób,które znały Cię na tyle,żeby odkryć wszystkie twoje sekrety.Nie jesteś tą osobą co zawsze.Żyjesz w nowym mieście z innymi wspomnieniami.
Nazywam się Claire Salvatore.Mam zaledwie paręnaście dni,a wiem o życiu więcej niż niejeden nastolatek.
Wyjeżdżam do Nowego Orleanu wraz z jednym z pierwotnych.Jak można się domyślić po tym co napisałam wcześniej,jestem wampirem.W zasadzie pół-wampirem,pół-czarownicą i muzykiem,który zdaje sobie sprawę,że długo nie zajmie się tym zawodem.