sobota, 23 maja 2015

Rozdział 3-Bad Dream,sweetheart?

Biegłam przez las.Przed moimi oczami pojawiła się kobieta.Cała jej szyja była pokryta krwią.Poczułam jak kły wysuwają mi się z dziąseł.Zanim zdążyłam cokolwiek zrobić,dziewczyna padła martwa.
Z krzykiem otworzyłam oczy

-Zły sen?-Kol kucnął przy mnie.
-Tak.-jestem cała zalana łzami.Boże.
-Okey?-przytaknęłam.Rozłożył ręce.Wtuliłam się w pierwotnego.-Idź już spać.-puściłam go.Wyszedł z pokoju.Nie mogę teraz zasnąć.Zostały tylko trzy godziny. Podniosłam się i udałam do kuchni.W oczy rzucała mi się tylko butelka soku pomarańczowego oraz mleka.Którą wybrać…Nektar ma dużo kalorii,ale jest zdrowszy od mleka.Pieprzyć to. Wzięłam obie i usiadłam na kanapie.Muzyka kolejny raz rozbrzmiewała na zewnątrz.Widocznie ludzie w tym rejonie nie śpią zbyt długo.Włączyłam telewizor.Nic nie ma w tym pudle. Kompletnie.
Przełączałam programy,ale wciąż nie znalazłam tego,czego szukałam.Tak minęło półtorej godziny mojego życia.
-Cierpisz na bezsenność-Kol zszedł po schodach.Wszędzie za mną łazi.
-Uznałam,że kanapa potrzebuje mojego towarzystwa-uznałam,że żart się udał widząc uśmiech na jego twarzy.Miał na sobie dresy i podkoszulkę
-Przebiorę się,a ty spakuj książki,zeszyty i tym podobne.Odwiozę cię do szkoły-powiedział.Ruszyłam do swojego pokoju,spakowałam zeszyty.Ze względu na to,że miałam na sobie piżamę,postanowiłam się przebrać. Nałożyłam bluzkę oraz jeansową bluzę,wsunęłam rurki wraz z czapką.Chwyciłam torbę,szalik i buty.Zeszłam na dół.
-Gdzie kluczyki?-krzyknęłam na cały dom
-Żartujesz sobie?Jeszcze mi samochód rozwalisz i co wtedy?-oh,super.
-Po prostu mi je daj.-przecież jestem czarownicą.Mogę użyć to przeciwko jemu.
-Po moim trupie-przyciągnęłam je za pomocą magii.Chłopak pojawił się przede mną z szybkością wampira,przybliżył swoją twarz do mojej.-Grzecznie mi to oddaj-nie ze mną takie gierki.Nie jestem naiwna.
-Nie-odsunęłam się. Podrzuciłąm klucze i złapałam je
-Przestaniecie się bawić?-pojawił się Elijah-Oddaj mi kluczyki,proszę-czy on zna moje największe słabości?
Oddałam mu je.On zaś podał Kolowi-Zawieź ją-polecił bratu.No to jedziemy.
-Zechciałaby pani…?-wskazał na drzwi.Wyszłam.W garażu czekał śliczny samochód.Jak wszystko,stary.-Wsiadaj.-rozkazał ostro.Jak chciał tak zrobiłam.Postawiłam plecak na kolanach i zapięłam pasy.Odpalił silnik,po czym ruszył/Dość szubko byliśmy na miejscu.Piękna uczelnia.Opuściłam samochód-Miłej nauki-zamknął drzwi i odjechał.Wkroczyłam do szkoły.Postanowiłam najpierw udać się do dyrektora.Zapukałam do gabinetu
-Panna Salvatore.Witam.-po nazwisku to po pysku
-Dzień dobry.-przystałam na progu-Przyszłam po plan zajęć
-Leży na biurku-bez obaw weszłam i chwyciłam papier.Dyrektor patrzył się na mnie cały czas.Pierwszy angielski
Myślałam,że w szkole typowej dla muzyków nie będzie normalnych lekcji.O dwunastej przerwa na lunch.Po zapoznaniu się z planem udałam się pod klasę.Od razu jak dotarłam rozległ się dzwonek.Weszłam do środka.Uczniowie usiedli w ławkach.
-Nowa uczennica,świetnie.-nauczycielka od języka angielskiego uśmiechnęła się-Usiądź z Lucy-wskazała na rudowłosą dziewczynę.Opadłam na krześle obok niej
-Cześć.-przywitała się
-Hej-wyjęłam zeszyt
Pierwsza lekcja była dość łątwa,choć trwała godzinę.Kolejne zajęcia mijały monotonnie aż do lunchu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz