Chciałam,
aby moje życie nabrało tempa. Do momentu gdy dostałam stypendium, nie myślałam,
że to będzie realne. Wysiadłam z samolotu i właśnie odjechałam z lotniska.
-Hej-odezwał
się Elijah, mój opiekun w czasie pobytu w Nowym Orleanie-nie śpij, Claire.-jakbym
spała, miałabym zamknięte oczy. Ta moja"inteligencja".
-Nie
śpię-odpowiedziałam i założyłam ręce na piersi - Jeszcze.-zapomniałam
powiedzieć, że mam dość uciążliwy charakter-Jak tak dalej pójdzie to zanudzę
się na śmierć.-leje jak z cebra. Znakomicie. Pada nawet w najpiękniejszym
mieście.
Gdy
dojechaliśmy na ulicach przepełnionymi ludźmi rozbrzmiewała muzyka. Wysiadłam.
-Fajnie,co?-obok
mnie pojawił się jakiś mężczyzna. Zejdę tu na zawał.
-Nie
teraz,bracie.-ten akcent i oczy. Mogłam się domyślić.
-Daj
spokój.-uśmiechnęłam się
-Kol Mikaelson.-podał mi rękę
-Nie mógłbyś
sobie odpuścić?- Elijah włożył dłoń do kieszeni-Poznasz ją w domu-odciągnął
mnie. Nawet z chłopakami nie wolno mi rozmawiać. Nie zapomnijmy też, że mam
prywatną nianię.
-Puść mnie -próbowałam się chociaż wyrwać
-Idziemy.-agresja.
Niedobrze.
-Przestaniesz
mnie traktować jak powietrze?-krzyknęłam i zabrałam rękę.
Szybko
pojawiłam się w kawiarni. Usiadłam przy najbliższym stoliku. Opustoszała
knajpka.
-Witaj,
ślicznotko.-brat Elijah'y
-Dobry
wieczór,panie Mikaelson-myślę, że pójście do domu byłoby dobrym pomysłem.-Gdzie
znajduje się wasza rezydencja?-powiedziałam cicho. Udawał, że nie usłyszał.
Podniosłam się i ruszyłam przed siebie.
Był wieczór.
Wszędzie tylko ciemność.Brak ludzi,ani zwierząt trochę mnie niepokoił. Słońca również nie widać. Ciągle
pada. Uwielbiam taką pogodę, wolę unikać słońca i otaczających mnie osób. Mogę
się rozluźnić i uspokoić. Rozmyślając spacerowałam, chyba czekałam na jakieś
objawienie lub cud. Nadal nie wierzę w piękno tego miejsca. Jestem w Nowym
Orleanie. Nieźle.
Chciałabym
tu zostać na zawsze. To moje miejsce. Nie Mystic Falls,ani inne,ale to,w którym
obecnie przebywam. Miasto rozrywki i muzyki, ciszy i hałasu. Poczułam na szyi
dość zimy oddech. Odwróciłam się, nikt. Czułam to. Ktoś za mną szedł.
Powtarzałam sobie, że z tyłu jest tylko pustka. Nic więcej. Niestety wciąż
chłodny oddech ciążył i na karku. Domyśliłam się kto to.
****************
Tak,wiem.Króciutko na sam początek :)
♥ wow~!
OdpowiedzUsuńJa się nie domyśliłam, kto to?
OdpowiedzUsuńElijah chroni cnotę Claire, ale po co? Jako wampirowi AIDS jej chyba nie grozi...
Idę do następnego. :)